Pijący oczami abstynentów

Długo zastanawiałem się co tu ciekawego napisać. Jest przecież wiele przypadków pijących - podobnie jak są dwa rodzaje abstynentów. Do tego brzydko jest generalizować. Mimo wszystko spróbujmy i tutaj coś napisać.

Pijak - imprezowicz

Zacznijmy wpierw, od najbardziej prymitywnego przedstawicielstwa wśród pijących - imprezowiczów pijaków. Pewnie się zastanawiacie cóż to za dziwne określenie ja użyłem, ale postaram się wytłumaczyć. Otóż dla mnie pijak imprezowy, to pijący, który lekko się zagalopował. Pół biedy, jeśli to zagalopowanie jest przypadkowe lub jednorazowe. Można na to przymknąć oko, nic się nie dzieje. Jeśli jednak jest cała bieda, to mamy do czynienia z pijakiem imprezowiczem. Pijak to moim zdaniem ktoś, to pije, by być pijanym i tu nie można się doszukiwać żadnego logicznego sensu.

Zajmijmy się więc takimi pijakami-imprezowiczami. Dlaczego akurat nimi? No ja uważam, że czas najwyższy pochwalić ich wspaniałą zabawę, która po pijaku wygląda mniej więcej tak samo: wymioty, rozmowa z każdym napotkanym słupem (gdy wraca z imprezy), notoryczne lubowanie się w nocowaniu w krzakach, często także obsikane spodnie, urwany film. Nie wiem czy to dziś chluba tak skończyć imprezę (której w dodatku się nie pamięta), czy co, ale zdarza się to często. Nie bez powodu na imprezy mówi się dzisiaj czasami ,,popijawy''. Jednak co osobiście jest dla mnie najgorsze i najbardziej niezrozumiałe - Ci, co spiją się na imprezie na umór, urwie im się film, obrzygają się, posikają, do tego przenocują w krzakach budząc się drugiego dnia z kacem i nie pamiętając nic, twierdzą często, że się dobrze bawili. Proszę państwa ja pytam - gdzie tu sens, gdzie logika? :-)

Wracając na pytanie - jak my abstynenci widzimy takich pijaków imprezowiczów? Wnioski myślę nasuwają się same, dlatego nie będę ich tutaj pisał, bo to jest całkowicie zbędne. Często takie osobniki same przyznają, że dobra impreza to taka, której się nie pamięta

Alkoholik

Bez wątpienia abstynenci tacy jak ja nie są w stanie zrozumieć i pojąć problemu alkoholików. Muszę się przyznać, że zanim zacząłem bywać na stronach poświęconych temu tematowi, bagatelizowałem problem alkoholizmu. Myślałem, że jest strasznie wyolbrzymiony, że nie jest tak źle jak to wszędzie się o tym trąbi. Dopiero lektury paru forów poświęconych tej tematyce oraz częste odwiedziny na czatach, uświadomiły mnie, że jednak jest to spory problem.

Alkoholik to ktoś, kto ma poważny problem z alkoholem. Jeżeli tylko wykazuje chęci do prób rozwiązywania takiego problemu, to w moich oczach zasługuje na szacunek i uznanie. Zastanawia mnie tylko jedna rzecz w alkoholikach, myślę, że warto byłoby ją poruszyć w osobnym felietonie, ale tutaj tylko napomnę pytaniem. Pytam więc - dlaczego alkoholicy, którzy nie piją już wiele lat (przyjmijmy 5 lub więcej) i są de fakto abstynentami wtórnymi, wciąż nazywają siebie alkoholikami?

Pijący

Dla nas abstynentów pijący to ludzie, którzy piją alkohol, ale umieją się kontrolować. Zapewne większość pijących jest właśnie taka - pije na okazje i tyle, by nie przesadzić. Dodatkowo znając sporo takich ludzi często słyszę właśnie od nich komentarze, że albo brzydzą się takimi co piją specjalnie do urwania filmu, albo uważają ich za idiotów. Oczywiście tacy ludzie deklarują się, że piją tak, aby nie stracić nad sobą kontroli. Ale jak wiadomo - od słowa do czynu może być droga daleka. Pomimo tego warto myślę przyjąć założenie, że tacy pijący, dla nas abstynentów, to po prostu normalni ludzie.

Komentarze do artykułu

Chrzanów :: Wyspy Kanaryskie